Widziane z loży RKS: Z Bydgoszczy do Wielkiej Brytanii
Data publikacji: 07-10-2011 Autor: Karol Migo1 komentarz
W sprawie eliminacji chuligaństwa z polskich stadionów nie zrobiono nic poza gestem, który pozostawił wrażenie, że rząd Pana Premiera Donalda Tuska poradził sobie i w tej sferze życia publicznego – pisze Artur Bochenek.
Kilka miesięcy temu napisałem tekst o zamykaniu stadionów po wypadkach burd pomiędzy pseudokibicami Legii i Lecha po Finale Pucharu Polski w Bydgoszczy. Pozwoliłem sobie na frontalną krytykę takiego działania, wskazując na jego nieskuteczność i totalne niezrozumienie problemu poprzez wydających takie decyzje. Gołym okiem widać było, że chodziło nie o rzeczywiste rozwiązanie napotkanej rzeczywistości, ale gesty mające na celu zwiększyć notowania w sondażach miłościwie panującej władzy. Samo to, że za wybryki chuliganów musieli zapłacić prawdziwi kibice, częstokroć bywalcy sektorów rodzinnych na nowych polskich stadionach – wskazywało na zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej. Wskazywało także na to, że są to decyzje polityczne, a ludzie je podejmujący nie potrafią rozróżnić kibiców od chuliganów i wrzucają wszystkich do jednego worka pod nazwą „kibole”. Kompromitacja władzy osiągnęła apogeum, kiedy za transparent z hasłem „Tola ma Donalda, a Donald matole” zamykano ludzi w policyjnych aresztach. Jednak zwolennicy „zdecydowanych działań” rządu wskazywali jako przykład Anglię, która sobie znakomicie poradziła z problemem chuligaństwa na stadionach, zaczynając od ich zamykania.
Przenoszenie gotowych wzorców przynosi efekty jedynie wtedy, kiedy pod te wzorce przygotowany jest odpowiedni grunt. Nasza rzeczywistość pasowała do angielskich realiów jak pięść do nosa, a życie – jako autor najlepszych scenariuszy – dopisało i ten angielski. W postaci trwającej tygodniami wojny młodzieżowych gangów na ulicach Londynu i innych miast. Pożary, rabowanie sklepów, ranni i zabici – widoki niczym na filmach wojennych czy sensacyjnych. Może i taki scenariusz warto podsunąć naszym rządzącym jako efekt wygranej walki z chuligaństwem w kraju Królowej Elżbiety?
W sprawie eliminacji chuligaństwa z polskich stadionów nie zrobiono nic poza gestem, który pozostawił wrażenie, że rząd Pana Premiera Donalda Tuska poradził sobie i w tej sferze życia publicznego. Gestem wykonanym na dwie kolejki przed zakończeniem sezonu. W przerwie letniej wszyscy odetchnęli z ulgą i szybko zapomnieli. Kibice powrócili wraz z inauguracją Ekstraklasy na trybuny stadionów. Słupki poparcia wzrosły. Wszyscy zadowoleni.
A ja bym wolał, aby rząd mojego kraju zasłynął z faktycznych sukcesów, a nie trwał przy władzy dzięki straszeniu politycznym przeciwnikiem. Choć akurat to ostatnie można chyba zaliczyć do „pobożnych życzeń”, gdyż polityczny przeciwnik ma dokładnie taką samą receptę na dobry rząd.
Epilog do tego tekstu został dopisany w Kielcach. Po meczu Ekstraklasy Korona Kielce – Wisła Kraków kilku widzów tego spotkania zostało ukaranych trzyletnimi zakazami stadionowymi oraz grzywnami za wznoszenie wulgarnych okrzyków podczas tego spotkania. I to jest krok we właściwym kierunku: nie wpuszczać na stadiony winnych, a nie zamykać je po to, aby ci winni na nie nie weszli. Bo to drugie rozwiązanie to wylanie dziecka z kąpielą, po prostu pusty gest, który nie przybliży nas do żadnego rekordu. Chyba, ze chcemy kandydować do kolejnej edycji Nagród Darwina…
Artur Bochenek



Wykop
Facebook
Blip
Flaker
Twitter
Śledzik
17-10-2011, 08:19
To na garbarni za przeklinanie trzeba by chyba zamknąć wszystkich. Skoro to taki mądry ruch to może zgłosicie się od razu na policję? Bądźmy poważni…