Telewizja 3D – rewolucja za otwartymi drzwiami
Data publikacji: 02-12-2010 Autor: Marek MroczekBrak komentarzy
Telewizja 3D – rewolucja za otwartymi drzwiami – pisze Wiesław Godzic z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej z Warszawy
Widzenie ludzkie obejmuje trzy wymiary, także głębię, której nie mają płaskie ekrany. Dlatego powstawały dziesiątki trików scenografów i reżyserów, które miały stworzyć iluzję głębi. Sceny bitewne, czy ujęcia w horrorach przekonywały nas, że wróg czaić się może nie tylko w płaskiej przestrzeni ekranu, ale także przed nim i za nim. Współczesny widz – ukształtowany przez dotychczasową estetykę kina i telewizji – otrzymał wyraźny komunikat: może zapomnieć o iluzji trzeciego wymiaru, bo zrobiła to za niego technologia!
Widz telewizyjny jest istotą zachłanną i nienasyconą – a przy tym na ogół pasywną. Telewidz to istota pazerna na nowinki, ale równie szybko, jak je przyswaja, może porzucić, uważając za staromodne i domagając się nowych podniet. Tempo tych przemian i dostosowania starych nawyków do nowych gadżetów jest zdumiewająco szybkie. Każdy z nas, dojrzewający w cieniu czarno-białego ekranu, przypomina sobie kolejne fascynacje związane z użytkowaniem tego urządzenia. Pilot bezprzewodowy uwalniał nas od ciągłych wędrówek do pudła, zaś oglądanie na kolorowym odbiorniku tego samego programu (znanego jako czarno-biały) stanowiło dla bardzo wielu doświadczenie kontaktu z radykalnie odmiennymi audycjami. A potem jak lawina pojawiały się ekrany coraz większe, coraz bardziej płaskie. Doświadczenia TiVo (telewizora lub tunera z dyskiem i możliwością łatwego nagrywania) oraz telewizji wysokiej jakości HDTV od kilku lat stanowią granicę, poza którą są już tylko pomysły rodem z science fiction, czyli hologramy i teleportacja. A jednak okazuje się, że mamy jeszcze jedną ważną lekcję do odrobienia: telewizję trójwymiarową (stereoskopową, „dwa wymiary plus głębia”).
Czy to „niechciana rewolucja” dla widzów? Otóż, nie – to rewolucja nieunikniona oraz pożądana. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że okulary, stanowiące metaforę całego systemu, przenoszą nas do stanu snu na jawie, do dziecięcej krainy wyłączonej z uprzykrzonych praw ciążenia i logiki przyczyn i skutków. Gdy oglądam „Avatara”, to zachwycam się właściwie nie tyle obrazami, nie tyle misternym ich połączeniem i narracyjnym ukształtowaniem – fascynują moje własne proste reakcje zmysłowe. Zakrywam twarz, uchylam się, przesuwam na fotelu, bo mam wrażenie, że jestem dotykany i ktoś skacze po mojej głowie. Bronię się przed atakującym zwierzakiem i blisko mi do wrażeń widzów pierwszych projekcji, przerażonych wjazdem pociągu na stację. Przed nami najwspanialsze opowiadanie wizualne, o jakim nawet nie mogło się śnić 100 lat temu pradziadkom, bo nie mieli tak rozbudowanej wyobraźni.
Przemysł (produkujący odbiorniki) oraz stacje nadawcze (oczekujące zwiększonej liczby abonentów) łatwo przekonają widzów, że nowa technologia jest czymś absolutnie naturalnym dla systemu percepcji człowieka. Przekonują więc, że trójwymiarowość, podobnie jak kolor, wysoka jakość oraz rozszerzająca się interaktywność, stanie się powszechnym sposobem kontaktu z tym medium. Muszę mieć odbiornik telewizyjny przeznaczony do odbioru 3D: do tego dołączmy okulary, najlepsze byłoby urządzenie aktywne, które reaguje na sygnały wysyłane w podczerwieni przez ekran. To wszystko zdobędziemy i – z satysfakcją bliską zdobywcom nowych przestrzeni – założymy. Ale jak już obejrzymy wszystkie dostępne awatary i inne beowulfy, to spytamy, co można pokazywać w tej technologii? Zastanowimy się, czy o jakości materiału (nawet w porywającej wersji HD 3D) nadal będą decydowały zabawy z rozproszonymi epizodami, obrazy wulkanów i dżungli, czy też powrócimy do starej zwyczajnej treści?
Co więcej – jestem pewny, że globalna wioska staje się trójwymiarowa, a ta technologia uwolni widza od historycznie najważniejszych więzów: dyktatu reżysera. Dotychczas przecież było tak, że reżyser dawał do zrozumienia lub nawet nakazywał: „Masz oglądać ujęcie wybrane przeze mnie i nic innego”. Teraz wszystko może się zmienić: mój wzrok będzie się błąkał po rozległej przestrzeni i poszukiwał znaczeń – sam stanę się twórcą. Czy dorośliśmy do tworzenia własnych filmów w naszych głowach? Tego nie wiemy, ale warto spróbować.
Rewolucja 3D spowoduje, że trudniej będzie sformułować „reżyserskie przesłanie”, a na pewno powiększy się zakres taktylności telewizji. Telewizję będziemy chcieli nie tylko widzieć, ale i dotykać – na ogół głaskać i pieścić. Powstają następne pytania: Czy można sądzić, że dodanie głębi obrazowi stanowi zaledwie fragment większego procesu przystosowania warunków projekcji do pozostałych zmysłów człowieka? Czy więc możliwe będą w bardzo niedalekiej przyszłości doznania ruchu (silniki zapewniające ruchomość fotela), a także temperatury i zapachów?
Rewolucja ruszyła z kopyta – ale ona nie dotyczy wyłącznie technologii, jak się wielu wydaje. Dotyczy istoty kontaktu człowieka ze światem obrazów, koncentruje się na pytaniach o zawartość treściową i syndrom „głodu opowiadania”. Ten przełom dokona się tylko wówczas, gdy oprócz zmysłowych i naskórkowych wrażeń widza obrazów trójwymiarowych pojawi się nowy typ fabuły i nowy sposób opowiadania, uwzględniający te wrażenia. Wydaje się, że widz niecierpliwie czeka na prawdziwe treści trójwymiarowe i szybko przestanie fascynować się motylkiem wpadającym do oka – nawet najpiękniejszym i najbardziej sugestywnym motylkiem. Nowa treść dla nowej technologii – to najważniejsze wyzwanie dla dzisiejszych nadawców.
AUTOR: WIESŁAW GODZIC
WYŻSZA SZKOŁA PSYCHOLOGII SPOŁECZNEJ



Wykop
Facebook
Blip
Flaker
Twitter
Śledzik