Castellani jak Beenhaker
Data publikacji: 27-10-2010 Autor: Marek MroczekBrak komentarzy
Tyle dobrego mówi się o polskiej siatkówce. Skażona zdemoralizowanym do szpiku kości PZPN-em szersza publika uznawała do tej pory PZPS i Polską Ligę Siatkówki za wzór związku sportowego. A tu masz … Przedpełski i spółka zwolnili trenera męskiej reprezentacji w okolicznościach
nie mniej kuriozalnych jak w przeszłości wielki prezes Lato Leo Beenhakera.
Szef ligi Artur Popko tłumaczy się różnicą czasu. Mówi, że dzwonił do Daniela. Ten ponoć nie odebrał. Popko wysłał mu więc sms’a. Zgroza. Ludzie piastujący stanowiska, zarabiający olbrzymie pieniądze przy okazji wydatkujący ogromne państwowe środki nie potrafią zachować minimum przyzwoitości i kultury.Castellani zaprzecza jakoby ktoś z włodarzy polskiej siatkówki się z nim kontaktował. O zwolnieniu dowiedział się ponoć od swojego menedżera. Nie dziwi więc fakt, że wpadł we wściekłość i na wtorek zapowiedział konferencje prasową, na której ma przedstawić swoje stanowisko.
Zarząd i prezydium Polskiego Związku Piłki Siatkowej tłumaczy decyzję o zakończeniu współpracy z argentyńczykiem zbyt ogólnikową oceną przyczyn nieudanych Mistrzostw Świata oraz brakiem gwarancji poprawy sytuacji. Castellani przepadł już jednak przed rozpoczęciem głosowania. Działacze nie obdarzyli go zaufaniem. Nie stanęli za nim murem. Mówiąc kolokwialnie było już „po nim”. W dodatku Popko przyznawał w mediach, że konsultował się z wieloma trenerami, którzy zgodnie mieli stwierdzić, iż po klęsce w dużej imprezie prawie nikomu nie udało się dźwignąć z kolan. Po co więc ta cała farsa?
Zbiorowa odpowiedzialność za Mistrzostwa Świata jednak się rozmyła. Ktoś przecież Daniela zatrudnił. Ktoś przeznaczył olbrzymie środki na przygotowania kadry (ponad 2 miliony euro). Ktoś zatem powinien teraz ponieść konsekwencje. Uderzyć się w piersi. Powiedzieć – to był mój pomysł, ja tego chciałem. Zgodnie z Polską tradycją winę zrzucono na jednego człowieka a reszta sprawnie usunęła się w cień.
Nie jest tak, że trener nie odpowiada za wyniki swojej drużyny. Fakty są takie, że Castellani w kraju nie wygrywał. Przegrywał większość spotkań w Lidze Światowej. Dosyć niespodziewanie zdobył z kadrą Mistrzostwo Europy. Pamiętamy przecież z jakim składem jechała na ten turniej reprezentacja. Niezależnie od okoliczności jego zespół poległ z kretesem na Mistrzostwach Świata. W oczach sponsora polskiej siatkówki to wystarczające, żeby zmienić sternika.
Argumentacja logiczna. Kibice chcą oglądać na żywo zwycięstwa biało – czerwonych. Płacą za bilety duże pieniądze i oczekują, że zawodnicy zostawią na parkiecie krew, pot i łzy. Póki co fanów karmiło się stwierdzenimi, że Liga Światowa czy Memoriał in. Z. Ambroziaka to etap przygotowań do przyszłego sukcesu. Popatrzmy na to z innej strony. Tegoroczna pierwsza piątka Mistrzostw Świata grała w Final Six Ligi Światowej. Trzeba zatem wygrywać co tylko się da a nie czekać, że forma przyjdzie.
Zwolnienia trenerów to naturalna rzecz w sporcie. Kiedy coś nie wyjdzie szuka się recepty jak to zmienić. Tego nikt o zdrowych zmysłach podważyć nie może. Jeżeli jednak pożegnanie zamiast podania sobie dłoni zostawia za sobą smród to ciężko to zrozumieć. Castellani jest
człowiekiem wielkiej kultury i pewnie w duchu oczekiwał, że podobną postawę zaprezentują działacze. Zamiast usłyszeć „Daniel dziękujemy za to co dla nas zrobiłeś” polskim zwyczajem dowiedział się z drugiej ręki „Daniel wywalili cię z pracy. Cały kraj o tym huczy”.
Był Beenhaker, był Castellani a działacze zostają Ci sami. Pracujesz w Polsce licz się z tym, że kiedy pomimo wcześniejszych sukcesów tylko powinie Ci się noga zostajesz sam i nie usłyszysz dobrego słowa. Zamiast tego zwolnią Cię albo przed kamera czy samochodem zaparkowanym pod stadionem albo dowiesz się tego przez rzekomego sms’a. To właśnie polski sport - to polska rzeczywistość. Komedia czy dramat? Sam już nie wiem …
(mm)



Wykop
Facebook
Blip
Flaker
Twitter
Śledzik