Wszystkie grzechy Beenhakkera

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars

Data publikacji: 26-08-2010 Autor: Karol Migo
Brak komentarzy

„Nie oszukujmy się, pierwsza reprezentacja nie zacznie grać lepiej w przyszłości. Wieloletnie zaniedbania, brak zdecydowanych działań, niezmiennie dobre samopoczucie piłkarskich działaczy nie wróży sukcesu nie tylko na EURO 2012, ale też na EURO 2024.” – pisze Tomasz Bartela

Źle się dzieje w polskiej piłce. Nie, nie w naszej piłce ligowej, a reprezentacyjnej. W tej ligowej, czy jakby woleli spece od marketingu – ekstraklasowej – dzieje się wspaniale. Mamy swoje ligowe gwiazdy, swoje ligowe klasyki, a nawet swoją oficjalną ligową futbolówkę. Z sezonu na sezon, widzów na stadionach więcej, a wpływy z transmisji telewizyjnych biją kolejne rekordy. Z sezonu na sezon coraz dalej nam też do głównego nurtu europejskiego futbolu. To prawdziwego polskiego kibica jednak nie zraża. Szczebla, na którym polskie kluby odpadają z europejskich pucharów i tak nikt normalny na kontynencie nie śledzi, a więc i ryzyko kompromitacji , przynajmniej pozornie, żadne. Co innego reprezentacja narodowa! Gdy na murawę wybiega jedyna nasza drużyna, która do życia potrzebuje świata zewnętrznego, żaden kibic nie może nie może przejść obok jej występów obojętnie.

Źle się dzieje w polskiej piłce. Nie od wczoraj. Zaczęło się wraz z zatrudnieniem holendra Leo Beenhakkera na pozycji selekcjonera drużyny narodowej. Tak przynajmniej zdawali się uważać wszyscy święci polskiej piłki. Gmoch, Piechniczek, Kasperczak i wielu innych widziało w nim tylko przemądrzałego aroganta jeszcze w czasach, gdy nasza kadra prezentowała europejski poziom pokonując w Chorzowie potężną Portugalię. Wszystkich ich przebił prezes Lato, zwalniając Beenhakkera przed telewizyjnymi kamerami, gdy ten tuż obok udzielał wywiadu! Widać Don Leo musiał sobie na to zasłużyć. Nie, nie wynikami, bo te Beenhakker miał zdecydowanie lepsze niż jego poprzednicy. Prezes Lato miał pewnie, jak dla każdej swojej decyzji, jakiś dobry powód.

Źle się dzieje w polskiej piłce. To najpewniej wina Beenhakkera. Gdyby nie Leo po polskich boiskach biegaliby pewnie świetnie wyszkoleni, zdeterminowani i pracowici piłkarze. Z kolei ci, którzy akurat nie decydowaliby o sile rodzimych rozgrywek, prawdopodobnie graliby pierwszoplanowe role w swoich zachodnich renomowanych drużynach. Gdyby nie Leo nasze kluby, zamiast tworzyć jedną z ostatnich piłkarskich autarkii w Europie, regularnie grałyby (i to najpewniej z sukcesami!) w europejskich pucharach. Pewnie nawet Dickson Choto okazałby się mieć polskie korzenie i mógłby załatać ziejąca już od wielu lat dziurę w obronie naszej kadry narodowej. Gdyby go tylko nie zatrudnili… A on najpierw napsuł, co tylko było można, a potem chciał nam to naprawiać „little by little – krok po kroku”.

Źle się dzieje w polskiej piłce. Beenhakker musiał narozrabiać solidnie, bo nie jest w stanie po nim posprzątać nawet Franciszek Smuda. „Smuda czyni cuda” – zakrzyknęli kibice, a wtórował im Grzegorz Lato zatrudniając przebierającego nogami szkoleniowca. „Był niedostępny i wyniosły. Myślał, że jest najlepszy na świecie” – komentował pracę swojego poprzednika popularny Franz. Niemal rok po objęciu stanowiska Smuda zaczyna niebezpiecznie przypominać niesławnego – według wciąż obowiązującej wykładni – Holendra. Brak jakościowej alternatywy dla naszych reprezentacyjnych kopaczy i „spalona ziemia po Leo Beenhakkerze” to wg. Smudy przyczyny klęski 6:0 z Hiszpanią. Widać Beenhakker cudowniej wszystko zepsuł, niźli Smuda jest w stanie cudownie naprawić…

Źle się dzieje w polskiej piłce. Będzie jeszcze gorzej,. Nie oszukujmy się, pierwsza reprezentacja nie zacznie grać lepiej w dającej się przewidzieć przyszłości. Wieloletnie zaniedbania, brak zdecydowanych działań, niezmiennie dobre samopoczucie piłkarskich działaczy nie wróży sukcesu nie tylko na EURO 2012, ale też na EURO 2024. Ciekawe, czy wtedy wciąż będzie to wina Beenhakkera?

Tomasz Bartela

R E K L A M A

KOMENTARZE:

Spam Protection by WP-SpamFree